1.02.-2.02.17 śr-czw
puszczam bloga poprzedniego wieczora jest ciężko z wi-fi hotelowym jedyne miejsce, gdzie jest jakiś zasięg
Rano jeszcze na Ton Sai idziemy na ostatnie śniadanie w
stylu szwedzkim, następnie szybkie pakowanie i o 11.00 jesteśmy już gotowi do
wymarszu z hotelu. Akurat dziś niebo zasłaniają chmury, to jakieś załamanie po
nocnej burzy. W czasie marszu z plecakami do plaży czujemy przyjemny chłód.
Może jest nawet poniżej 30 stopni ;). Podchodzimy do brzegu, gdzie zacumowane
są łodzie. Stoi przy nich kilka osób i z daleka witają nas uśmiechami i
uniesionymi z radości rękoma. Co to jakiś komitet pożegnalny... ? Ale zaraz też
pada pełne nadziei pytanie - czy płyniemy do Ao-Nang, gdy potwierdzamy wszyscy
są przeszczęśliwi, bo właśnie brakowało 2 osób do kompletu pasażerów. Pewnie
musieli długo czekać. Od razu wsiadamy do łódki i wypływamy. Rano na szczęście
nie ma odpływu, więc wejście na łódź, jest łatwiejsze. Nie trzeba pokonywać
dziesiątek metrów kamienistego dna po kostki w wodzie.
W drodze do Ao-Nang dopada nas ulewa. Niestety daszek naszej
łodzi nie zakrywa wszystkich pasażerów. Obejmuje tylko kawałek naszych pleców. Zacinający
deszcz oraz rozbryzgujące fale walą w nas wodą. W pośpiechu wygrzebujemy z
plecaka foliową pelerynę i chowamy się przed strugami wody. Przez okulary i tak
ledwo widzę świat.
Zanim dotarliśmy do brzegu było już po deszczu. Cena biletu
100 Bth/1os – 12 zł. Wysiadamy na plaży, bierzemy swoje pakunki i idziemy
szukać transportu do Krabi. Okazuje się, że co 15min jedzie tzw. songweth czyli
taki większy pickup, który ma zadaszoną pakę z ławkami. Z boku pojazdu jest wypisana
informacja na jakiej trasie jeżdżą (cena biletu 50 Bth/1os – 6zł). Początkowo
jedziemy komfortowo w 4 osoby, ale samochód przystaje co paręset metrów,
trąbiąc i przyciągając nowych pasażerów. Gdy było nas 10 z walizkami zapanował
niezły ścisk, a tu jeszcze kolejna czwórka. Kierowca podbiega od tyłu pojazdu i
wymachiwaniem rąk wskazuje, że mamy się jeszcze bardziej ścieśnić. Teraz to już
przysłowiowe śledzie w puszce mają lepiej. Jeden facet jedzie uczepiony na
zewnątrz! , dwójkę wpakował do kabiny, wymieniając chudą dziewczynkę na
roślejszego gościa, a część bagażu idzie na dach. Aurelia trzyma się plecaka by
za mocno nie wtulać się w panią po prawej. Mi paraliżuje wygiętą rękę, bo to
jedyna komfortowa pozycja jaką początkowo znalazłem. Jedziemy tak dobre pół
godziny do centrum Krabi Town. Wreszcie z ulgą wysiadamy i kierujemy się do
hotelu Krabi Orchid Hotel, który usytuowany jest tuż przy popularnym night
Markecie.
Chyba największej atrakcji miasteczka. Za pokój bez okna płacimy 700Bth – 84zł. Po
krótkim odpoczynku udajemy się na rekonesans miasta.
Drugie podejście
robimy pod wieczór kiedy jest już otwarty night Market. Wybór jedzenia jest
dość duży. My w pierwszej kolejności rzucamy się na sushi 10Bth – 1,20zł jedna
porcja.
Dookoła targowiska
rozstawione są stoliki, niestety jest ich za mało, pozostaje nam murek nad rynsztokiem – na
szczęście pustym.
Kawałeczek za straganami rozstawiona jest duża scena, gdzie
grają jacyś miejscowi artyści.
W sumie jest tak głośno, że pod sceną gadać się nie da, wytrzymać
za długo też.
Próbujemy jeszcze gyrosa z
kurczakiem za 50BTh- 6zł.
Pijemy kokosa 40 Bth – 4,80zł i powoli zwijamy się do
hotelu. Jutro mamy wczesną pobudkę, taksi zamówiliśmy na 6.30 w hotelu koszt
400Bth-48zł.
Rano wyszliśmy trochę wcześniej przed hotel. Z obsługi
nikogo jeszcze nie ma. Czekamy na naszą taksi niestety jej też nie ma. W końcu
obsługa się pojawiła, ale taxi nadal nie. Po monicie facet gdzieś zaczął wydzwaniać
czas leciał. O 6.45 nagle z zewnątrz wpada jakiś facet, jak się okazuje to taxi
driver spał w nieoznakowanym samochodzie przed hotelem. W ciągu 20 min
docieramy do lotniska, odprawa i lot przebiegają bardzo sprawnie, po 10.00
jesteśmy już w Bangkoku. Bierzemy taksi i jedziemy na ul. Soi Rambuttri do
naszego hotelu Sawasdee Inn – noc 850 Bth- 102zł. Szybka toaleta i na miasto.
Jedną z pierwszych rzeczy, która została zapisana w grafiku jest wizyta Rafała
u fryzjera. Nie mogę już patrzeć na jego czuprynę. Ścięcie, mycie głowy, masaż
oraz modelowanie fryzury – koszt 250Bth -30zł.
Resztę dnia spędzamy głównie na
zakupach. Jutro ostatni dzień w Tajlandii.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz