2017-01-09 pon.
Pierwsze wrażenia były niestety
negatywne. Niemożliwy upał na kampie. Szliśmy zalana słońcem ścieżką i czuliśmy
się jak na podgrzanej patelni. Przydzielony bungalow wydawał się gorszy od
innych. Węższy taras bardziej strome schody (trochę lepsza drabina) brak
krzeseł. Słońce świecące po południu prosto na taras i w okna.
punkt centralny w naszym bungalowie
Brak internetu. tzn
wiedzieliśmy że na kampie nie ma wifi, ale nie mogliśmy sobie poradzić z
kupioną kartą SIM. Poszliśmy na rekonesans pod sektory wspinaczkowe. Okazało
się że zakupiony przewodnik jednak nie jest tak czytelny. Z trudem lokalizowaliśmy
drogi. Poza tym skały wydały nam się niezbyt urodziwe i często zarośnięte
dżunglą. Część z nich jest w kolorze czarnym. Przypominały odkrywkowa kopalnie
węgla.
A do tego drogi są często krótkie (15m).
Załapałem dola i zacząłem myśleć o skróceniu zaplanowanego
na 2tyg pobytu. Ale byłoby to problematyczne. Nie mamy planu B i musielibyśmy
improwizować. Tym bardziej, że w jakimś sensie jesteśmy skazani na Laos. Po
pierwsze dlatego, że po dostaniu się drogą lądowa do Tajlandii dostaniemy wizę
tylko na 15 dni. Po drugie kupiliśmy lot do Bangkoku z Nakhon Phanom na określony
termin. Dół się pogłębił :-(
Tym razem złagodził go optymizm Aurelii przekonujące, że nie
będzie tak źle.
Po słabo przespanej nocy w autobusie z Bangkoku poszliśmy
wcześniej spać. Zasypiałem z nadzieja, że jutro zmieni się moje nastawienie.
Nawet nie przeszkadzały mi odgłosy dżungli i wiatr trzeszczący naszą słomianą
chatką na palach.
Wstaliśmy przed 7,00. Pogoda cudowna. Zapowiada się
patelnia. Idziemy do naszej restauracji na śniadanie. Zamawiamy sandwiche. Nie
były złe i dało się nimi najeść. Zaraz po śniadaniu ruszamy w skałki.
podejście pod sektory, z naszej chatki mamy ok 5 min
Chcemy
zacząć od dalszych sektorów. Wychodzimy za załom skały i z przerażeniem
patrzymy na ściany do połowy już w słońcu. Aż nas odrzuciło. Po chwili namysłu
idziemy tam jednak bo widzimy kilka dróg w cieniu. Pod ścianami jest duże
zacienienie dzięki zaroślom.
Poza tym roślinność próbuje wedrzeć się wszędzie.
Widząc porośnięte lianami ściany pomyślałem ile trudu włożono w ich
oczyszczenie dla wspinaczy.
Pierwsza droga to 28 metrowe 6a na płycie ale niebanalnej z
bogatą szatą naciekową tworząca minitufy, sporo chwytów na ścisk oraz odciągi.
Niepewnie stawiam nogi. Skala lita i niby dobre tarcie, a jednak się ślizgam.
Ostrożnie wkładam ręce w zagłębienia. Kto wie co w nich siedzi. Powoli pnę się
w górę. Chwyty miejscami ostre jak żyletki. Mam momenty zawahania pomimo
niskiej wyceny. Dochodzę jednak do stanowiska stworzonego z 3 spitów
połączonych kawałkiem liny. Droga nawet mi się spodobała. Za chwilę w tą samą
drogę rusza Aurelia. Dobrnęła do końca. Oboje się cieszymy i nabieramy apetytu
na dalsze wspinanie. Padają kolejne drogi i nawet w słońcu daje się wspinać to
pewnie dzięki wiejącemu wiatrowi.
Pod skałami mamy już towarzystwo kilku
zespołów. Po 6 drodze postanawiamy zakończyć na dziś. Po wspinie udajemy się do naszej restauracji po pepsi, co by się trochę wzmocnić :)
a następnie wcinamy kanapki u siebie
mamy wyborne siedziska opony przeplecione liną wspinaczkową i do tego poduszka
Pod wieczór uruchamiamy
internet. Możemy kontynuować bloga.
Może jednak nie będzie tak źle :-)











Chatka jak z Rambo II :-)
OdpowiedzUsuń