wtorek, 10 stycznia 2017

Green Climers Home-Laos - pierwsze wrażenia



2017-01-09 pon.
Pierwsze wrażenia były niestety negatywne. Niemożliwy upał na kampie. Szliśmy zalana słońcem ścieżką i czuliśmy się jak na podgrzanej patelni. Przydzielony bungalow wydawał się gorszy od innych. Węższy taras bardziej strome schody (trochę lepsza drabina) brak krzeseł. Słońce świecące po południu prosto na taras i w okna.

punkt centralny w naszym bungalowie



 Brak internetu. tzn wiedzieliśmy że na kampie nie ma wifi, ale nie mogliśmy sobie poradzić z kupioną kartą SIM. Poszliśmy na rekonesans pod sektory wspinaczkowe. Okazało się że zakupiony przewodnik jednak nie jest tak czytelny. Z trudem lokalizowaliśmy drogi. Poza tym skały wydały nam się niezbyt urodziwe i często zarośnięte dżunglą. Część z nich jest w kolorze czarnym. Przypominały odkrywkowa kopalnie węgla. 


A do tego drogi są często krótkie (15m).
Załapałem dola i zacząłem myśleć o skróceniu zaplanowanego na 2tyg pobytu. Ale byłoby to problematyczne. Nie mamy planu B i musielibyśmy improwizować. Tym bardziej, że w jakimś sensie jesteśmy skazani na Laos. Po pierwsze dlatego, że po dostaniu się drogą lądowa do Tajlandii dostaniemy wizę tylko na 15 dni. Po drugie kupiliśmy lot do Bangkoku z Nakhon Phanom na określony termin. Dół się pogłębił :-(
Tym razem złagodził go optymizm Aurelii przekonujące, że nie będzie tak źle.
Po słabo przespanej nocy w autobusie z Bangkoku poszliśmy wcześniej spać. Zasypiałem z nadzieja, że jutro zmieni się moje nastawienie. Nawet nie przeszkadzały mi odgłosy dżungli i wiatr trzeszczący naszą słomianą chatką na palach.
Wstaliśmy przed 7,00. Pogoda cudowna. Zapowiada się patelnia. Idziemy do naszej restauracji na śniadanie. Zamawiamy sandwiche. Nie były złe i dało się nimi najeść. Zaraz po śniadaniu ruszamy w skałki. 


 podejście pod sektory, z naszej chatki mamy ok 5 min
Chcemy zacząć od dalszych sektorów. Wychodzimy za załom skały i z przerażeniem patrzymy na ściany do połowy już w słońcu. Aż nas odrzuciło. Po chwili namysłu idziemy tam jednak bo widzimy kilka dróg w cieniu. Pod ścianami jest duże zacienienie dzięki zaroślom.


 Poza tym roślinność próbuje wedrzeć się wszędzie. Widząc porośnięte lianami ściany pomyślałem ile trudu włożono w ich oczyszczenie dla wspinaczy. 


Pierwsza droga to 28 metrowe 6a na płycie ale niebanalnej z bogatą szatą naciekową tworząca minitufy, sporo chwytów na ścisk oraz odciągi. Niepewnie stawiam nogi. Skala lita i niby dobre tarcie, a jednak się ślizgam. Ostrożnie wkładam ręce w zagłębienia. Kto wie co w nich siedzi. Powoli pnę się w górę. Chwyty miejscami ostre jak żyletki. Mam momenty zawahania pomimo niskiej wyceny. Dochodzę jednak do stanowiska stworzonego z 3 spitów połączonych kawałkiem liny. Droga nawet mi się spodobała. Za chwilę w tą samą drogę rusza Aurelia. Dobrnęła do końca. Oboje się cieszymy i nabieramy apetytu na dalsze wspinanie. Padają kolejne drogi i nawet w słońcu daje się wspinać to pewnie dzięki wiejącemu wiatrowi. 



 większość dróg ma ciężkie starty są nawet ułatwienia dla mniejszych i słabszych wspinaczy

Pod skałami mamy już towarzystwo kilku zespołów. Po 6 drodze postanawiamy zakończyć na dziś. Po wspinie udajemy się do naszej restauracji po pepsi, co by się trochę wzmocnić :)


a następnie wcinamy kanapki u siebie

 mamy wyborne siedziska opony przeplecione liną wspinaczkową i do tego poduszka

Pod wieczór uruchamiamy internet. Możemy kontynuować bloga.


  Może jednak nie będzie tak źle :-)

1 komentarz: