15.01.17 ndz
Wczorajszy dzień upłynął nam pracowicie padło kilka 6b. Na
szczęście w dzień nie było za gorąco, akurat w sam raz żeby trochę powalczyć z
trudnościami. Takich dróg jeszcze nie robiliśmy. Pokonywaliśmy ogromne
stalaktyty zwisające z przewieszonej ściany. Często przechodząc z jednego na
drugi. Są to drogi określane mianem 3d, ponieważ chwytów i stopni należy
wyszukiwać w całej przestrzeni. Można się zdziwić gdy nieoczekiwanie za plecami
pojawia się ogromny stalaktyt na którym można nawet usiąść, a człowiek
zapominając o takiej możliwości, skupiony na ścianie przed sobą wali w niego
głową :)
Aurelia chciała nawet wypożyczać kask. Jedna
ze ścian dość mocno obrośnięta lianami, po których da się nawet wspiąć na skałę :)
przymiarka do wspinu
A dziś od rana lampa. Śniadanie mieliśmy później, bo dziś
się nie wspinamy. Zaraz po jedzeniu skok do hamaku i chwila opalania jeszcze
tak mocno słońce nie prażyło.
Dziś postanowiliśmy przejść rzeczkę i udać się do
dalszych sektorów. Koledzy powiedzieli nam że jest mostek i przejdziemy
spokojnie na drugi brzeg. Jak widać na
załączonej fotce mostek niczego sobie.
Najpierw udajemy się do sektora gdzie wspinają się nasi
malezyjscy koledzy 21-letni Murria i jego nauczyciel. Już samo podejście nie
jest za łatwe.
Udało się spotkaliśmy chłopaków. Chwila rozmowy, kilka fotek
zrobionych i idziemy dalej.
Murray na 8a+ "No Sightseeing!"
Chcemy dojść do
Kanyonu, tam też są fajne sektory tak przynajmniej wynika z przewodnika. Po
drodze co chwilę mijamy jakieś botaniczne okazy w rozmiarze XXL. Kilka z nich
hoduję w domu w doniczkach.
Droga cały czas wije się pod górę, a kanionu nie ma do tego
upał jest mocny, słońce wypieka nas jak skraweczki.
W końcu zawracamy odbijamy
w jakaś drogę w dżungli, chcemy zrobić pętlę dojść do sektora Balkoniem i
stamtąd wrócić do naszego obozu. Wąska ścieżka wije się po jakiś zaroślach.
Nachylamy głowy przechodząc pod pnączami, to znów przekraczamy zwalone pnie.
Gdy nabieramy wątpliwości czy się nie zgubiliśmy pojawia się mały drogowskaz
lub kopczyk z kamieni. Cały czas patrzymy pod nogi i dookoła oklepujemy teren
patykiem. Wczoraj na ścieżce spotkaliśmy 1,5m węża. Bardzo wtapiał się w
ściółkę i przypominał gałązkę.
Ciągle idziemy w zaroślach brnąc pod górę, co chwilę coś
szeleści w liściach walczę z jakimiś pajęczynami, ludzi na trasie brak. Roślinność
się zagęszcza, a na ścieżce pomimo słonecznego dnia panuje półmrok. Widzimy, że
ścieżka nie jest uczęszczana. Podejmujemy decyzję o powrocie do głównej drogi
co łatwe nie jest, ścieżki czasami się rozchodzą, a poza tym trudno zapamiętać
większość szczegółów. Przez moment straciliśmy orientację. W końcu udało się. Wracamy
tą samą drogą do obozu, słońce piecze niemiłosiernie, ale najważniejsze
jesteśmy na prostej szerokiej drodze, trochę człowiekowi odechciewa się tej
zarośniętej dżungli.
Resztę dnia spędzamy już spokojnie, bez dodatkowych
atrakcji, na terenie naszego Kampu :).
nasz kamp wieczorową porą po 18 całkowicie się ściemnia












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz