wtorek, 17 stycznia 2017

wyprawa do dżungli



15.01.17 ndz
Wczorajszy dzień upłynął nam pracowicie padło kilka 6b. Na szczęście w dzień nie było za gorąco, akurat w sam raz żeby trochę powalczyć z trudnościami. Takich dróg jeszcze nie robiliśmy. Pokonywaliśmy ogromne stalaktyty zwisające z przewieszonej ściany. Często przechodząc z jednego na drugi. Są to drogi określane mianem 3d, ponieważ chwytów i stopni należy wyszukiwać w całej przestrzeni. Można się zdziwić gdy nieoczekiwanie za plecami pojawia się ogromny stalaktyt na którym można nawet usiąść, a człowiek zapominając o takiej możliwości, skupiony na ścianie przed sobą wali w niego głową :) Aurelia chciała nawet wypożyczać kask.  Jedna ze ścian dość mocno obrośnięta lianami, po których da się nawet wspiąć na skałę :)

przymiarka do wspinu 
 
A dziś od rana lampa. Śniadanie mieliśmy później, bo dziś się nie wspinamy. Zaraz po jedzeniu skok do hamaku i chwila opalania jeszcze tak mocno słońce nie prażyło. 


 Dziś postanowiliśmy przejść rzeczkę i udać się do dalszych sektorów. Koledzy powiedzieli nam że jest mostek i przejdziemy spokojnie na drugi brzeg. Jak  widać na załączonej fotce mostek niczego sobie.


Najpierw udajemy się do sektora gdzie wspinają się nasi malezyjscy koledzy 21-letni Murria i jego nauczyciel. Już samo podejście nie jest za łatwe.



Udało się spotkaliśmy chłopaków. Chwila rozmowy, kilka fotek zrobionych i idziemy dalej.

 Murray na 8a+ "No Sightseeing!"
 
 Chcemy dojść do Kanyonu, tam też są fajne sektory tak przynajmniej wynika z przewodnika. Po drodze co chwilę mijamy jakieś botaniczne okazy w rozmiarze XXL. Kilka z nich hoduję w domu w doniczkach.




 
Droga cały czas wije się pod górę, a kanionu nie ma do tego upał jest mocny, słońce wypieka nas jak skraweczki. 



W końcu zawracamy odbijamy w jakaś drogę w dżungli, chcemy zrobić pętlę dojść do sektora Balkoniem i stamtąd wrócić do naszego obozu. Wąska ścieżka wije się po jakiś zaroślach. Nachylamy głowy przechodząc pod pnączami, to znów przekraczamy zwalone pnie. Gdy nabieramy wątpliwości czy się nie zgubiliśmy pojawia się mały drogowskaz lub kopczyk z kamieni. Cały czas patrzymy pod nogi i dookoła oklepujemy teren patykiem. Wczoraj na ścieżce spotkaliśmy 1,5m węża. Bardzo wtapiał się w ściółkę i przypominał gałązkę.


Ciągle idziemy w zaroślach brnąc pod górę, co chwilę coś szeleści w liściach walczę z jakimiś pajęczynami, ludzi na trasie brak. Roślinność się zagęszcza, a na ścieżce pomimo słonecznego dnia panuje półmrok. Widzimy, że ścieżka nie jest uczęszczana. Podejmujemy decyzję o powrocie do głównej drogi co łatwe nie jest, ścieżki czasami się rozchodzą, a poza tym trudno zapamiętać większość szczegółów. Przez moment straciliśmy orientację. W końcu udało się. Wracamy tą samą drogą do obozu, słońce piecze niemiłosiernie, ale najważniejsze jesteśmy na prostej szerokiej drodze, trochę człowiekowi odechciewa się tej zarośniętej dżungli.


 Resztę dnia spędzamy już spokojnie, bez dodatkowych atrakcji, na terenie naszego Kampu :).

 nasz kamp wieczorową porą po 18 całkowicie się ściemnia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz