środa, 25 stycznia 2017

Nakhon Phanom



21.01.17 sob.
Kolejna wietrzna noc i kolejny przerywany sen. Tym razem jednak powodem jest nie tylko wiatr. Dochodzi jeszcze stresik związany z wyjazdem z Laosu. Najbliższe dni to przeskok na południe Tajlandii.
Jak zwykle po otwarciu oczu wnętrze naszego ażurowego bungalowu pokrywa się siatką białych linii rzucanych przez światło dnia padające na ściany, a powiewy wiatru targają moskitierą nad łóżkiem. Słońce nie wyszło jeszcze z za otaczających gór i nie chce się wywlekać z pod ciepłej kołderki.
Jednak dzisiaj nie ma co się ociągać. Szybka toaleta, pakowanie plecaków i na śniadanie. Po śniadaniu podchodzimy do stołu przy którym siedzą Tania i Uli. Czas się rozliczyć i pożegnać.
Ostatnie rozmowy i pożegnanie z Murrajem i Thomem. Wracamy do domku po plecaki bo na 9:30 zamówiliśmy transport do Thakheku.
Po poru minutach jedziemy busikiem na dworzec autobusowy. Nasz kierowca podwozi nas pod sam autobus do Nakhon Phanom po tajskiej stronie granicy. Tak, że plecaki przeładowujemy bezpośrednio z jednego bagażnika do drugiego. Kupujemy bilety po 20000 Kip (24zł). Sprawnie pokonujemy graniczny most przyjaźni. Autobus zatrzymuje się na przejściu Laotańskim i Tajskim na czas załatwienia formalności granicznych przez pasażerów. Na granicy tajskiej niespodzianka. Wbijają nam pieczątkę pozwalającą na miesięczny pobyt w Tajlandii zamiast 15 dni jak dotychczas.
Po ok. 1,5h dojeżdżamy do dworca w Nakhon Phanom. Chcemy tu spędzić noc. Jutro rano mamy lot do Bangkoku. Nie bukowaliśmy noclegu. Nie spodziewamy się tu problemów z hotelem. Mamy swój typ. Jest w odległości może 1km od dworca autobusowego. Jednak riksiaże na dworcu żądają za dużo naszym zdaniem za podwózkę, więc mimo żaru z nieba ruszamy na piechotę. Maszerując główną ulicą widzimy zdecydowaną różnicę między Laosem i Tajlandią (sklepy, domy, ludzie). 


To jak powrót do cywilizacji. 

W końcu docieramy do hotelu i po chwili rozmowy z bardzo miłą obsługą mamy pokój oraz transport na jutro na lotnisko.

Bierzemy prysznic bo jesteśmy mokrzy od potu i ruszamy do centrum by zobaczyć Mekong z tajskiej strony.

 najpierw jedzonko springrolsy - 10 Bth 1,20zł te duże na patyczku i mrożona kawa 20Bth -2.40zł

oczywiście nieodzowny problem śmieci co z nimi zrobić koszy O

 fajny budzik dla śpiochów

kwiat lotosu 

 wreszcie prawdziwe cappucino i nowość mrożona thai tee z mlekiem smak niebiański


wieża zegarowa

chwila relaksu


Mekong z pięknymi górami po laotańskiej stronie





my w tle z Mekongiem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz