czwartek, 12 stycznia 2017

Thakhek



11.01.2017 śr
Thakhek to stolica prowincji Khammouan zamieszkiwana przez 26 tyś osób. Thakhek leży nad Mekongiem przez którego środek przebiega granica z Tajlandią. Nabrał większego znaczenia w momencie otwarcia  kolejnego tzw. mostu przyjaźni spinającego dwa brzegi rzeki na którym utworzono przejście graniczne. Po stronie tajskiej naprzeciwko Takheku leży miasteczko Nakhom Phanom. Tu właśnie przekraczaliśmy granicę w niedzielę i mamy podobne plany w drodze powrotnej. Do Thakheku docieramy komfortowo klimatyzowanym busikiem zorganizowanym przez nasz Camp czyli Green Climbers Home i oklejony wyraźnym logiem. W recepcji  jest wyłożony zeszyt do którego mogą wpisywać się chętni na przejazd podając dzień, godzinę i numer bungalowa. Dzięki temu jedziemy wspólnie w 4 osoby dzieląc koszty (koszt przejazdu busikiem do miasteczka to 100000 Kip 50zł). Miasteczko oddalone jest o 12 km. Słynie z postkolonialnej zabudowy i stanowi dobrą bazę wypadową do pobliskich licznych jaskiń i górskich wiosek. 

najpopularniejszy hotel w mieście - Inhira 3* - aktualny koszt noclegu na booking com 110zł za pokój



Mamy kilka planów. Chcemy kupić i wysłać kilka obiecanych widokówek, oraz dokupić trochę jedzenia na drugie śniadanie, które przygotowujemy sobie sami. Kierowca wysadza nas w ścisłym centrum nieopodal rzeki i umawia się na godzinę powrotną.

Dostrzegamy kilka osób z naszego obozowiska, które dotarły zapewne stopem. Słońce dość mocno przypieka, nakładamy od razu coś na głowę i ruszamy wzdłuż głównej ulicy.


Maszerujemy podziwiając specyficzną zabudowę nadającą miasteczku klimat przypominający filmy z czasów wojny w Wietnamie. 



Klimat ten nieco psuje masa nowoczesnych potężnych samochodów najczęściej marki Toyota.


 Dostrzegamy nawet sportową wersję Mercedasa w kolorze żółtym! Myśleliśmy, że to biedny kraj.  Mijamy kolejne sklepy i uliczne stragany, ale nie możemy znaleźć interesujących nas towarów.


 kiść bananów to koszt 5000Kip 2,50zł

Po drodze odwiedzamy sklep ogrodniczy, z nieznanymi nam odmianami storczyków. Radość Aurelii jest większa niż z przejścia 6a ;)




Wchodzimy do kolejnych sklepików z artykułami spożywczymi, ale nigdzie nie ma pieczywa! 


Nie ma też żadnych widokówek. W końcu trafiamy na pocztę. W gablotce za szybą widzimy stosik widokówek, ale niestety nikt nie ma do niej kluczyka. Każą nam wrócić za 1,5h. Idziemy więc na sok z kokosa.

 koszt za 1 szt 8000-10000Kip 4-5zł


A trochę później do restauracji w hotelu Inhira na pyszną kawę i jogurt. Stolik przy którym siedzimy przed hotelem jest świetnym punktem obserwacyjnym, nudnego życia w mieście.



 Leniwie mijają minuty. Pora ruszać na pocztę. Mamy kawałek do przejścia. Niektórzy sklepikarze uśmiechają się do nas widząc nas już dziś po raz trzeci. Na poczcie już wiedzą po co przyszliśmy, ale nie ma jeszcze człowieka z kluczem. Trochę przedłużył sobie przerwę. Siadamy z boku przy stoliku i popijamy kolejnego kokosa kupionego na pobliskim straganie. Wreszcie otwierają gablotkę. Łapiemy w pośpiechu stertę kartek i przeżywamy rozczarowanie. Wszystkie przedstawiają zdjęcie mostu przyjaźni nad Mekongiem w szaro-burych kolorach. Trudno obiecaliśmy kartki z Laosu, a skoro innych nie ma kupujemy kilka. Przynajmniej znaczki są duże i kolorowe przedstawiające słonia - najpopularniejsze zwierzę w Laosie. Nieco rozczarowani Thakhekiem wracamy do punktu w którym umówiliśmy się na powrót.

 Co do jedzenia to lepiej jechać na dworzec autobusowy, bo tam sprzedają małe bagietki po 5 szt w paczce za 10000 Kip – 5zł oraz serek topiony po 8 szt w pudełku ceny dokładnej nie pamiętamy.

1 komentarz:

  1. Widać nowe samochody. Partia musiała poluzować i nie broni ortodoksyjnie socjalizmu. Na ulicy można sprzedawać. OK. Tylko zbrodniarz Che na samochodzie podnosi ciśnienie.

    OdpowiedzUsuń