środa, 11 stycznia 2017

oswajanie skały



10.01.17 wt
Wstaliśmy przed 7:00, ale kładziemy się dość wcześnie, więc jesteśmy wyspani. W nocy wiał silny wiatr. Myśleliśmy, że zerwie nam dach. Jednak te bungalowy tylko z pozoru są słabe. 


W dzień było sporo chmur, ale jak zwykle ciepło (ok. +30).  Na śniadanie zjedliśmy po sandwichu z kurczakiem na ciepło. Po śniadaniu powędrowaliśmy pod popularny sektor Elephant. Są tu dość łatwe drogi 5 i 6. Najtrudniejsze osiągają 6b.

 pierwsza przymiarka tylko pień trochę śliski :)

 Niemal wszystkie położone są na pięknej i nietypowej ścianie. Niesamowita jest różnorodność form naciekowych dzięki czemu wspinaczka staje się bardzo techniczna. Skręcenia ciała, haczenie pięty, podchwyty i odciągi.


 Są bogato urzeźbione przewieszenia, które wymuszają myślenie przestrzenne. Łatwo nie zauważyć chwytu lub stopnia ukrytych przed wzrokiem niemalże za plecami. Wiele dróg ma trudny start. 
Ściana u dołu podcięta jest przewieszką. Dla mnie to duża frajda, ale dla Aureli problem nie do przejścia. W przypadku niektórych dróg przygotowano nawet specjalną drabinkę by dać szansę słabszym. Gdzie indziej podłożono kamienie. Droga Eat The Rich 6a+ zaczyna się 2m nad ziemią. Dojście do pierwszej wpinki wymaga umiejętności podciągnięcia na drążku. Dalej mamy piękne wspinanie ok. 5b. 


Dla Aureli zastosowaliśmy technikę żywej drabiny popularną w czeskich piaskowcach. Stanąłem pod drogą, a Aurelia wykorzystała jako stopnie moje udo i ramię, a za chwyt posłużyła głowa. Przy czym cały czas wybierałem linę w celu asekuracji. Sąsiedni zespół chłopak i dziewczyna mieli ubaw. Pewnie nigdy nie widzieli podobnego cyrku w skałach ;) 


Wokół wspinają się inne zespoły, ale nie ma tłoku. Oglądamy ich zmagania. O dziwo widzimy więcej świetnie wspinających się dziewczyn niż chłopaków. 


Po chwili przenosimy się pod kultową Big Elephant 5c startującą z nacieku zaczynającego się ok. 1,2m nad ziemią. Śmieję się, że w celu utrudnienia wystartuję z siedzenia na ziemi. Naciek jest bardzo dobrze urzeźbiony. Daje wiele możliwości podhaczenia nogi i uchwycenia sporych chwytów. Trudność może sprawiać konieczność wysokiego wstawienia nogi. Dalej to już zabawa w fantastycznie ukształtowanej skale. 



Przenosimy się pod drogę obok. Nagle niespodziewanie nie zauważam wystającego z ziemi kamienia. Przywaliłem w niego nogą na tyle nieszczęśliwie, że tracę równowagę i lecę prosto na cienkie drzewo, odbijam się od niego jedną ręką, przekręcam się w powietrzu, gubię okulary i ląduję na glebie. Szczęśliwie skończyło się na obolałym palcu u nogi i małych zadrapaniach. Pod skałą bywa bardziej niebezpiecznie niż na skale ;)

 nieodłączni towarzysze wspinu, co dzień pod skały przychodzi całe stado
 
Wspinamy się dalej :) Kończymy dziś jednak wcześniej. Pojawia się tzw. skało wstręt czyli pieczenie palcy po kontakcie z ostrą i szorstką skałą, sporo krwawych zranień, a dodatkowo nie dajemy już rady ustać na skale w za ciasnych butach. Czujemy też ogólne zmęczenie. Na każdej drodze wylewamy litry potu. Wracamy do naszej chatki pod prysznic, na pepsi i kanapki, a o 18,00 obiadokolacja i tak mija nam kolejny dzień :).

1 komentarz: