10.01.17 wt
Wstaliśmy przed 7:00, ale kładziemy się dość wcześnie, więc
jesteśmy wyspani. W nocy wiał silny wiatr. Myśleliśmy, że zerwie nam dach.
Jednak te bungalowy tylko z pozoru są słabe.
W dzień było sporo chmur, ale jak
zwykle ciepło (ok. +30). Na śniadanie
zjedliśmy po sandwichu z kurczakiem na ciepło. Po śniadaniu powędrowaliśmy pod
popularny sektor Elephant. Są tu dość łatwe drogi 5 i 6. Najtrudniejsze osiągają
6b.
pierwsza przymiarka tylko pień trochę śliski :)
Niemal wszystkie położone są na pięknej i nietypowej ścianie. Niesamowita
jest różnorodność form naciekowych dzięki czemu wspinaczka staje się bardzo
techniczna. Skręcenia ciała, haczenie pięty, podchwyty i odciągi.
Są bogato
urzeźbione przewieszenia, które wymuszają myślenie przestrzenne. Łatwo nie
zauważyć chwytu lub stopnia ukrytych przed wzrokiem niemalże za plecami. Wiele
dróg ma trudny start.
Ściana u dołu podcięta jest przewieszką. Dla mnie to duża
frajda, ale dla Aureli problem nie do przejścia. W przypadku niektórych dróg przygotowano
nawet specjalną drabinkę by dać szansę słabszym. Gdzie indziej podłożono
kamienie. Droga Eat The Rich 6a+ zaczyna się 2m nad ziemią. Dojście do
pierwszej wpinki wymaga umiejętności podciągnięcia na drążku. Dalej mamy piękne
wspinanie ok. 5b.
Dla Aureli zastosowaliśmy technikę żywej drabiny popularną w
czeskich piaskowcach. Stanąłem pod drogą, a Aurelia wykorzystała jako stopnie
moje udo i ramię, a za chwyt posłużyła głowa. Przy czym cały czas wybierałem linę
w celu asekuracji. Sąsiedni zespół chłopak i dziewczyna mieli ubaw. Pewnie
nigdy nie widzieli podobnego cyrku w skałach ;)
Wokół wspinają się inne zespoły, ale nie ma tłoku. Oglądamy
ich zmagania. O dziwo widzimy więcej świetnie wspinających się dziewczyn niż
chłopaków.
Po chwili przenosimy się pod kultową Big Elephant 5c
startującą z nacieku zaczynającego się ok. 1,2m nad ziemią. Śmieję się, że w
celu utrudnienia wystartuję z siedzenia na ziemi. Naciek jest bardzo dobrze
urzeźbiony. Daje wiele możliwości podhaczenia nogi i uchwycenia sporych
chwytów. Trudność może sprawiać konieczność wysokiego wstawienia nogi. Dalej to
już zabawa w fantastycznie ukształtowanej skale.
Przenosimy się pod drogę obok. Nagle niespodziewanie nie
zauważam wystającego z ziemi kamienia. Przywaliłem w niego nogą na tyle
nieszczęśliwie, że tracę równowagę i lecę prosto na cienkie drzewo, odbijam się
od niego jedną ręką, przekręcam się w powietrzu, gubię okulary i ląduję na
glebie. Szczęśliwie skończyło się na obolałym palcu u nogi i małych
zadrapaniach. Pod skałą bywa bardziej niebezpiecznie niż na skale ;)
nieodłączni towarzysze wspinu, co dzień pod skały przychodzi całe stado
Wspinamy się dalej :) Kończymy dziś jednak wcześniej.
Pojawia się tzw. skało wstręt czyli pieczenie palcy po kontakcie z ostrą i
szorstką skałą, sporo krwawych zranień, a dodatkowo nie dajemy już rady ustać
na skale w za ciasnych butach. Czujemy też ogólne zmęczenie. Na każdej drodze
wylewamy litry potu. Wracamy do naszej chatki pod prysznic, na pepsi i kanapki,
a o 18,00 obiadokolacja i tak mija nam kolejny dzień :).








Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń