środa, 25 stycznia 2017

Nakhon Phanom – Bangkok



22.01.17 ndz
Budzimy się o 7:15. Szybka toaleta i pakowanie. O 10:10 mamy samolot do Bangkoku, a do lotniska 15 km. Obsługa hotelowa zamówiła dla nas wczoraj zbiorczego busika za 100Bat/os (12zł) na 8:30. O 8:20 słyszymy stukanie do drzwi. To kierowca przyszedł oznajmić, że już czeka. Ruszamy z pod hotelu w kierunku przeciwnym do lotniska. Zbieramy pasażerów z innych hoteli. Z kolejnego hotelu wysypuje się sporo białych facetów po 50 i jedna skośnooka babka. Wyglądają na naukowców. Jeden ma nawet koszulkę z logo uniwersytetu w Krakowie. Nie mieszczą się wszyscy w naszym busie. W końcu babka pyta nas czy możemy się przesiąść do innego samochodu. Wysiadamy, a nasze plecaki są już w bagażniku jakiejś osobówki. Jedziemy komfortowo nowiutkim autem z panią za kierownicą 140km/h i po kilku minutach jesteśmy na maleńkim lotnisku. Żadnych tłumów. Spokojna i szybka odprawa. Mały samolot. Po godzinie wysiadamy na lotnisku Don Mueang w Bangkoku. W jednej z licznych tu kafejek zatrzymujemy się na jakimś jedzeniu i na piechotę ruszamy do hotelu leżącego 800m od lotniska. Dokładny opis dojścia otrzymaliśmy z hotelu. Przed lotniskiem ruchliwe ulice. Dożo ludzi i wszelkich kramów. Wygląda jak centrum jakiegoś miasteczka. Wchodzimy w mniejsze uliczki rozglądając się bacznie by nie przegapić hotelu. GPS wskazuje, że go właśnie minęliśmy. Odwracamy się i w tym momencie podbiega do nas jakiś chłopak wskazując małe biuro w budynku za nami ze słowami check in. Patrzymy po sobie ze zdziwieniem bo kompletnie nie wygląda to na hotel, ale napisy na dużym oknie potwierdzają, że to tu. Wchodzimy do malutkiego wnętrza, gdzie pośród jakiś kartonów za biurkiem siedzi pani pytając nas o rezerwacje. Pokazuje listę na której odnajduję Aurelię, a po chwili ten sam chłopak prowadzi nas do naszego pokoju w budynku 2 skrzyżowania dalej. Hotel wygląda na bardzo nowy i o dość wysokim standardzie. koszt noclegu 950Bth-114zł






 Bierzemy prysznic, przebieramy się i ruszamy do centrum miasta. Chcielibyśmy odwiedzić dziś bangkocką katedrę. Zastanawiamy się jak dotrzeć do centrum. Sprzed lotniska jedzie pociąg, ale najbliższy jest za godzinę. Autobus też jedzie, ale to raczej długa podróż z wieloma przystankami. Idziemy na łatwiznę i łapiemy klimatyzowaną taksówkę. Do katedry jedziemy 1,5h za 233bat (28zł). Katedra faktycznie jest imponująca szczególnie jak na buddyjski kraj.



W centrum pokonujemy kilkaset metrów tym razem do Centralnego dworca kolejowego Hualampong. Okazuje się że o 18:55 mamy pociąg do lotniska. Stajemy w kolejce do kasy. Przed nami stoi chłopak z plecakiem i naszytą czeską flagą. Do okienka podeszła kobieta i rozpoczęła 15 minutową debatę, Zaczęliśmy się denerwować. Aurelia pobiegła po napoje i coś do zjedzenia. Czech odwraca się do mnie i pyta czy jestem z Polski. Słyszał wcześniej nasze rozmowy. Zaczynamy konwersację. Okazuje się, że wybieramy się tym samym pociągiem na to samo lotnisko z którego Thomas odlatuje jutro do Birmy. Siadamy obok siebie. Pociąg III klasy bez Klimy. Okna pootwierane. Dużo wolnych miejsc. Przez wagon przebiega gość i każe wszystkim szybko zamykać okna. O co mu chodzi. Po chwili z zewnątrz ktoś szmatem na kiju mydli szyby, a w następnej minucie okna polewają z węża. Odjazd opóźnia się 30min. W końcu ruszamy. Jedziemy miło dyskutując. Thomas jest inżynierem od turbin w elektrowni. Uzbierał pieniądze i rzucił pracę. Od ponad pół roku jest w podróży. Pociąg wlecze się w żółwim tempie stając co chwilę. Nerwowo patrzymy na zegarki. Pokonujemy z ponad godzinnym opóźnieniem trasę ok. 24 km. Do hotelu docieramy przed 21. I zaraz kładziemy się spać bo jutro wcześnie z rana lecimy dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz