sobota, 28 stycznia 2017

podsumowanie pobytu na Phi Phi Island



 23-27.01.17 pon-pt
Trafiliśmy na słynną wyspę Phi Phi określaną często jako rajska. Niestety nasz kilkudniowy pobyt tutaj nie kojarzy nam się z rajem. Może mieliśmy wyjątkowego pecha, ale nabawiliśmy się urazu.
Pierwsza sprawa to pogoda. O tej porze powinno świecić słońce i zero deszczu. Tymczasem padało codziennie od drobnego deszczyku do ulewy, a nawet burzy. Przebijało się co prawda słońce, ale wybierając się na dłuższy spacer nie dało się nie zmoknąć.  Marzyliśmy o wspięciu się na kilka skał. Niestety nie udało się.



 lało nieźle uratowały nas peleryny
 Hotel w którym spędziliśmy 4 noce pozostawiał dużo do życzenia. Niestety zabukowaliśmy go wcześniej przez internet i forsa z konta poszła. Dobrze, że udało nam się zmienić pierwszy zaoferowany, zagrzybiały pokój i dobrze, że mieliśmy własną moskitierę.


 teren przy hotelu był całkiem ładny i właśnie te zdjęcia zamieszczono jako reklamowe na agodzie


 wejście do naszego przybytku :)
 Było mało słońca, ale nawet przez chmury waliło UV co zwiodło nasza czujność. Efekt był taki, że Aurelia się przegrzała, a potem rozbolało ją gardło i 1,5 dnia spędziła z temp. w łóżku naszej mikro kwatery "deluxe".


 najpierw smażenie


a później pokuta

Na nasze rozczarowanie wyspą nałożyły się tez inne powody. Główna część wyspy to wąski pas lądu - max kilkaset metrów szerokości  i dwie plaże po 2 stronach. Jedna z nich stanowi port z przystanią. Wzdłuż całej plaży stoją lub pływają statki i łodzie z tysiącami turystów. Hałas i spaliny.





Druga plaża niewiele różni się od poprzedniej tyle tylko, że tu zatoka jest płytsza więc nie ma dużych statków, ale za to przez dużą  część dnia odpływ odsłania łachy piasku, a żeby sensownie zanurzyć się w wodzie trzeba pomaszerować naprawdę daleko.


Piasek na plaży niestety jest średni. Gruboziarnisty z ostrymi drobnymi kamieniami. Pomiędzy plażami (cały przesmyk) zajmuje miasteczko z wąskimi alejkami. Maksymalnie zatłoczone z niezliczoną ilością restauracji, salonów masażu, tatuażu, piękności, aptek, sklepów, resortów i imprezowni. W mieście nie ma samochodów za wyjątkiem chyba 2 melexów, widzieliśmy tez jakiś skuter. Ładunki przepychane są na 2 kółkowych wózkach. Nad wartkimi rynsztokami wzdłuż niektórych alejek unosiły się smród i roje komarów. Wieczorami do późnej nocy trwają imprezy. W człowieka walą potężne decybele nakładające się z różnych stron, a w oczach się roi od kolorowych błyskających świateł. Do tego podchmielony półnagi tłum. Alkohole za śmieszne pieniądze kupuję się w zestawach w wiaderkach.



Wrażenia podobne jak na mega imprezowej Khao San Road w Bangkoku.
Może i wyspa jest rajska, tak jednak wyszło, że nie dla nas. Liczyliśmy chociaż na większy kawałek ładnej plaży. Ale to tylko nasze odczucia. Nie udało nam się poznać innych fragmentów wyspy. I spędziliśmy tu krótki czas w pechowych warunkach.
Najbardziej podobała nam się wycieczka na punkt widokowy.



trasa na punkt widokowy była b. zadbana, spotkaliśmy dużo ciekawej roślinności


 tak to wygląda dziś

Choć obecny widok wyspy, gdy ma się w pamięci obrazki z przed lat może trochę rozczarować. Zarośnięta palmami cześć zastąpiły betonowe mury resortów.

 
Phi Phi Island w latach 90

2 komentarze: