środa, 4 stycznia 2017

Wyprawa na dworzec autobusowy Mochit 2

03.01.2017 Wtorek

Wczorajszy dzień minął pod znakiem walki z jetlagiem. Trzeba wytrwać bez snu do wieczora. Tylko tak można zapewnić sobie szybką aklimatyzację do zmiany czasu. Było ciężko. Momentami spaliśmy na jawie. Mieliśmy kłopoty z wykonaniem w głowie najprostszych rachunków i logicznym myśleniem. Telefon wypadał mi z rąk przy pisaniu wiadomości - mikro-przyśnięcia.
Wreszcie nadeszła chwila legalnego snu. Już dawno nie zasypiałem w tak rekordowym tempie. Obudziłem się o 3 w nocy totalnie zakręcony. Aurelia zostawiła światło w łazience. Myślałem, że to już dzień tylko zegarka nie przedstawiłem. Za chwilę zabrzęczał telefon. To dobijał się ktoś z Polski. Zapomniałem wyłączyć dzwonków. Pomimo 12 godzin snu wstałem zmęczony.
Schodzimy do hotelowej restauracji na śniadanie „kontynentalne”. Nie lubię tych śniadań za bardzo. Nie są tanie i jeszcze składają się z grzanek, tłustego boczku, małej jajecznicy, paróweczek i dżemu. Do tego kawa lub herbata i jakiś sok do wyboru. Koszt zestawu 130Bth - 15,60zł, ale cóż tak jest łatwo i szybko. 

Hotelowa restauracja

 Dziś chcemy dotrzeć na Północny dworzec autobusowy kupić bilety do laotańskiej granicy żeby wyruszyć wieczorem w sobotę. Poza tym do dworca chcielibyśmy dojechać lokalną, miejską komunikacją autobusową co nie należy do łatwych zadań, ale daje satysfakcje i jest tanie. Musimy więc rozpykać działanie sieci połączeń. W internecie znaleźliśmy interesujące trasy. Najbardziej zainteresowała nas linia nr3. Zlokalizowaliśmy przystanek i w drogę. Jedziemy autobusem bez klimy z drewnianą podłogą. Rozglądamy się za osobą zbierającą opłaty. Tym razem jej nie ma. Pytamy kierowcę – rozkłada ręce. Po 40 minutach docieramy za darmo na dworzec – to końcowy przystanek.  Wysiadamy przed jakimś ryneczkiem. Tylko gdzie dalej?  Wysiadają wszyscy, ale idą w dwie różne strony. Poszliśmy w tą niewłaściwą i zawędrowaliśmy na dworzec, a właściwie pętlę lokalnych autobusów. Cofamy się i trafiamy z powrotem przed kramiki i ryneczek. Tylko nie widzimy tego super dworca. Ładuję się w ryneczek, Aurelia wrzeszczy, że przecież nie tam. Pcham się w jakieś zadaszone alejki. Skręcam w lewo i w prawo. Już sam zaczynam wątpić. Nagle jest! Widzę jakieś wielkie autobusy. Znaleźliśmy. Tylko, że to połowa sukcesu. Teraz trzeba kupić bilet, a więc znaleźć okienko kasowe. W sumie to widzimy okienka, tylko, że jest ich dziesiątki  i na każdym małymi literkami jest wypisany kierunek. Poza tym przed okienkami stoją panie naganiaczki do ich okienek. A my szukamy odpowiedniego autobusu tzw VIP busa. W końcu ktoś podpowiada, że mamy wejść na piętro. Tu niestety historia się powtarza. Widzimy dziesiątki okienek i kilku białych turystów z obłędem w oczach krążących między okienkami tak jak my. To jakaś paranoja. Monty Pyton w realu. W końcu udaje się nam dotrzeć do informacji pytamy o nasz autobus, a pani z uśmiechem wskazuje nam biuro za naszymi plecami. 

nasze biuro jest podświetlone na pomarańczowo:)

Kupujemy bilety do  Nakohom Phanom  na autobus VIP z toaletą w środku i miejmy nadzieję, że siedzenia będą choć na wpółleżące (bilety kosztowały 746Bth - 90zł od osoby).
Po udanej batalii udajemy się do autobusowego food courtu. Jest to coś na kształt naszych barów mlecznych. U pani w budce wymieniasz pieniądze na kupony i nimi płacisz,  gdy wybierzesz sobie jedzenie. Z reguły jest kilka restauracji w których możesz wybierać dania. Ceny w takich miejscach są z reguły niższe, akurat tutaj kształtowały się od 30 do 40 Bth - 3,60 zł do 4,80zł za jedno danie. A pro po ciekawostek toalety na dworcu są darmowe i nawet całkiem czyste. Poza tym na dworcu jest wszystko: przechowalnia bagażu, sklepy, kawiarnie, a nawet automat sprzedający t-shirty niczym coca-colę :)


 pani w budce za Rafałem wymienia kasę na kupony

Po jedzonku wracamy do naszej dzielnicy. Wsiadamy w autobus nr 3 i po ok. 40 minutach jesteśmy przy Khao San Road .Tym razem autobus jest klimatyzowany, podłoga pokryta linoleum i pani kasująca za przejazd też jest i od razu kasuje kwotę 18Bth - 2.16zł za os wydając nam skasowany bilet.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz